czwartek, 7 listopada 2013

Co w Łodzi piszczy, cz.5, czyli murale

W Łodzi ma miejsce jedno bardzo fajne przedsięwzięcie - jest to Galeria Urban Forms, której ideą jest stworzenie ekspozycji sztuki ulicznej w centrum miasta. Główne eksponaty to murale wykonywane na ścinach kamienic przez znanych artystów polskich i zagranicznych. W nadchodzących latach fundacja Urban Forms planuje poszerzenie galerii o inne techniki wyrazu - rzeźby, instalacje itp. Projekt realizowany jest przez cały rok i póki co obejmuje ok. 30 murali.
Mural na ul. Nawrot 81 (projekt SAT ONE z Niemiec i ETAM CREW z Polski)
Zdjęcie ze strony www.urbanforms.org 
Na swojej stronie internetowej organizatorzy piszą tak:
"Głównym celem naszego projektu jest permanentna zmiana wizerunku Łodzi i znaczna poprawa jej codziennej estetyki. Chcemy, aby Łódź jako miasto w przyszłości było na całym świecie kojarzone z wartościową, nowatorską sztuką umieszczoną w jego przestrzeni publicznej. Pragniemy, aby wielkoformatowe obrazy stały się główną wizytówką miasta, a cała Galeria była jedną z jego z podstawowych atrakcji turystycznych. Dzięki doborowi odpowiedniej klasy artystów, nasz projekt ma przekształcić miasto w „żywą” galerię sztuki współczesnej na najwyższym poziomie artystycznym."
Według mnie pomysł rewelacyjnie pasuje do klimatu miasta poprzemysłowego jakim jest Łódź. Dodatkowo dobrze wpisuje się w widoczną w ostatnich latach w mieście politykę koncentracji na nowoczesnych imprezach kulturalnych.
Mural na ul. Tuwima 16 (projekt M-CITY z Polski)
Zdjęcie ze strony www.urbanforms.org

Ja niestety, ograniczona godziną odjazdu mojego autobusu, nie miałam okazji na szwendanie się po uliczkach i zwiedzenie wszystkich ciekawych muralowych zakamarków, ale projekty są faktycznie rozmieszczone w samym centrum, więc łatwo się na nie natknąć nawet podczas krótkiej przechadzki. 
Mural na ul. Uniwersytecka 12 (projekt SAINER z Polski)
Zdjęcie ze strony www.urbanforms.org
Mural na ul. Roosevelta 5 (projekt OS GEMEOS z Brazylii i AZYL z Hiszpanii)
Zdjęcie: j.march.
I jeszcze na koniec jeden łódzki mural, który widziałam, choć wydaje mi się, że ten nie jest częścią projektu:
Mural przy ul. Roosevelta
Zdjęcie: j.march.
Więcej o projekcie Urban Forms możecie poczytać na ich stronie. Tam też znajdziecie zdjęcia wszystkich murali. Jak Wam się podoba pomysł miejskiej galerii?

środa, 6 listopada 2013

Co w Łodzi piszczy, cz.4, czyli inny sposób myślenia

Bardzo lubię projekty oryginalne i odkrywcze, które wnoszą nową jakość do naszego życia, zwłaszcza jak są to projekty od ludzi, na których mówimy designerzy, często wymawiając to słowo z przekąsem. Lubię takie projekty nie tylko za samą odkrywczość, ale też za to, że udowadniają, że jeszcze nie wszystko zostało powiedziane.
W Łodzi jednym z takich projektów był według mnie górski stolik bezpieczeństwa, dla tych, którym w górach zabrakło czasu na powrót do schroniska. W ciągu dnia stolik ze sklejki stanowi miejsce postoju i popasu, ale w razie nagłej burzy, czy innych problemów technicznych może zamienić się w mały szałas stanowiący osłonę przed wiatrem i deszczem, czy napotkanym niedźwiedziem. Kreatywnie i do tego blisko gór - dla mnie bomba.
Schron górski - studencka praca zbiorowa (ASP w Warszawie i Politechnika Warszawska)
Zdjęcie: j.march. 
Schron górski - studencka praca zbiorowa (ASP w Warszawie i Politechnika Warszawska)
Zdjęcie: lodzdesign.com 
Drugim pomysłem, który mi się spodobał była taca z naczyniami ToTu zaprojektowana przez Nataszę Sałańską z myślą o osobach tracących w podeszłym wieku wzrok. By umożliwić im większą samodzielność naczynia i sztućce trzymają się konkretnych miejsc na tacy za pomocą małych magnesów umieszczonych na spodzie zastawy i na wierzchniej części tacy. Z talerzy i misek prościej jest nabierać jedzenie dzięki wyprofilowanym i podniesionym brzegom.
ToTu - zestaw naczyń dla niewidomych (projekt: Natasza Sałańska)
Zdjęcie: j.march.
Kolejny fajny i do tego zabawny projekt to ściółkowe pojemniki na jajka od kur szczęśliwych Mai Szczypek. 
Happy Eggs (projekt: Maja Szczypek)
Zdjęcie: j.march.
Spodobał mi się też zegar Not o'Clock zaprojektowany przez Joannę Tomaszewską. Ironicznie, zegar ten ma nas skłonić do zignorowania czasu. Projektantka wyszła z założenia, że w dzisiejszym świecie za bardzo się spieszymy. Zegar, za pomocą poziomych listewek, sprawia, że siedząc przy stole ze znajomymi, rozmawiając z rodziną, jedząc wspólne posiłki, nie widzimy, która jest godzina. Wskazówki stają się widoczne dopiero, jak wstaniemy od stołu i nasz wzrok padnie za zegar spod innego kąta, wtedy listwy nie będą stanowiły przeszkody dla odczytania godziny. Rewelacja! 
Not o'Clock (projekt: Joanna Tomaszewska)
Zdjęcie: j.march. 
Ostatnia przedsięwzięcie, które sprawiło, że miałam oczy jak piłeczki pingpongowe to wystawa OperaLab. Jaka idea stoi za OperaLam można przeczytać w wielu zawiłych zdaniach z dużą ilością angielskojęzycznych modnych słów na tej stronie. To co zostało przestawione na Łódź Design to efekty konkursu "Projektowanie tożsamości. Tożsamość projektowania", który miał na celu zaprezentowanie przykładów projektowania wzorniczego i architektonicznego w odniesieniu do wnętrz Teatru Wielkiego - Opery Narodowej. Rzeczą, która mnie najbardziej zaskoczyła był sposób prezentacji prac. Podchodzą do stoiska widziało się kilka niskich białych stołów, na których blatach nadrukowany był wzór z chaotycznych czarnych kresek i wokół ludzi, którzy tymi stołami, nie wiedzieć czemu, się zachwycają. Dopiero po uzyskaniu informacji od pań z obsługi okazywało się, że każdy ze stolików prezentuje osobną pracę, do obejrzenia której potrzebny jest tablet i nagle zwracało się uwagę na to, że faktycznie, wszyscy przy stolikach takie urządzenia mają w rękach ;) Człowiek wyposażony w tablet, jest w stanie oglądać przez niego z bliska lub z daleka i pod różnymi kątami na każdym stole inny projekt. Po powrocie do domu dowiedziałam się od mojego nadwornego informatyka, że sztuczka polega na tym, że tablet sczytując z blatów ułożenie i wielkość kresek, rejestruje pod jakim kątem i z jakiego miejsca chcemy oglądać projekt. 
Stoły OperaLab
Zdjęcie: j.march.
Projekt konkursowy OperaLab
Zdjęcie: j.march. 
Projekt konkursowy OperaLab
Zdjęcie: j.march. 


poniedziałek, 4 listopada 2013

Co w Łodzi piszczy, cz.3, czyli lampy

Tak ciemno i ponuro na dworze, że przydałyby się jakieś fajne lampy, skoro już nie możemy mieć słońca. Oto kilka lampek, które spodobały mi się na Łódź Design. 
Po pierwsze coś od Philipsa, króla nowoczesnych rozwiązań i ekologii. Lampa Tulip, której inspiracja, jak nietrudno się domyślić pochodzi od tulipanów i lampy Friends, zainspirowane kroplami wody. Ciekawa była też sama wystawa Philipsa - zamiast na zwykłym stoisku oświetlenie było prezentowane w swojego rodzaju jamie, której posadzka wysypana była pachnącą korą drzew, a ściany częściowo pokryte były trawą, a częściowo udawały jaskinię. 
Philips - lampa Tulip
Zdjęcie: j.march.
Philips - lampy Friends
Zdjęcie: j.march. 
Po drugie lampki Chors. Spośród prezentowanych, według mnie, najciekawsze to praktyczna Thiny Slim ze swoim miękkim światłem nadającym się zarówno do oświetlenia lustra w łazience, jak i do wyeksponowania obrazów oraz nastrojowa Coro LED, czyli dowód na to, że kinkiety mogą być fajne :)
Thiny Slim od Chors (proj. Artur Śleziak)
Zdjęcie: j.march.
Coro LED od Chors (proj. Artur Śleziak i Magdalena Lasota)
Zdjęcie: j.march.
A po trzecie Just Light by Krause and DuPont Corian, czyli zabawa corianem. Mi najbardziej spodobała się niezwykle plastyczna i zmieniająca kolory lampa Bionic zaprojektowana przez Justynę Pikulską i Łukasza Klimczaka oraz powyginana, grająca światłem i cieniem Medulla stworzona przez Katarzynę Jakubowską i Tomasza Orzechowskiego. 
Just Light by Krause and DuPont Corian - Bionic
Zdjęcie: j.march.
Just Light by Krause and DuPont Corian - Medulla
Zdjęcie: j.march.
I zaraz robi się jaśniej i pozytywniej :)